We offer you more sport experience.
Visit out other websites to find out more:

WAKE

KITEBOARDING

FOIL

SNOWKITE

RACE

SKIS

Piotr "Pepek" Starowicz (POL)

Piotr "Pepek" Starowicz (POL)

Rocznik: 1978
Znak zodiaku: Skorpion
Lubię:  jak wszystko idzie dobrze
Nie lubię:  gdy coś idzie nie tak
Osiągnięcia:  od wielu lat znajduję przyjemność w tym, co robię, a przy okazji kilka razy byłem Mistrzem Polski
Porażki: zapomniałem
Najfajniejszy moment w życiu: orgazm

1999 - 12th in World Championship (freestyle)

 
Rozmowa z magazynu Snowboard (snowBoard MDS 2005)
 
MDS: Pomimo młodego wieku można o Tobie powiedzieć, że jesteś snowboardowym dinozaurem. Niemal tworzyłeś, wraz z ojcem i bratem, historię polskiego snowboardingu. Jak to było naprawdę?
Pepek: Przypuszczam, że prawdy już nigdy nikt się nie dowie, ale to właśnie w ten sposób tworzą się legendy. Opowieść niesie się z ust do ust i po tylu latach sam już nie wiesz, co było naprawdę, a co zostało dopowiedziane. Ci, co wiedzą jak to było, będą sobie wspominać i przy kolejnych piwkach tworzyć kolejne wersje. Mogę zdradzić kilka nazwisk związanych z korzeniami polskiego snowboardu, żebyście wiedzieli z kim chodzić do baru, żeby dowiedzieć się przynajmniej części prawdy. I tu pozdrowienia dla: mojego Taty i brata, Hermana i Marka Bartosika, całej rodziny Pająków, Rosiaków i Steców, Gutka i Tadka K., Maćka R., Bronka, Kijka i całej ekipy Siwego: Witka, Karola, Bodka, Szymka, Liska... Pewnie jeszcze o kimś zapomniałem, ale ich też pozdrawiam.
 
Ile to już zim przejeździłeś na desce?
Startowałem w pierwszych nieoficjalnych Mistrzostwach Polski i był to sezon 1992/93. Więc parę zim już się nazbierało.
 
W obecnej chwili masz chyba najdłuższy snowboardowy „staż", więc i chyba najlepszą perspektywę do oceny współczesnego freestyle'u w Polsce. Co o nim sądzisz?
Polski freestyle dzieli się na tych, którzy narzekają na brak możliwości rozwoju oraz na tych, którzy szukają i stwarzają sobie możliwości. I tak to potem wygląda, że jak ktoś próbuje się wybić, to bardzo szybko sprowadza się go na ziemię, bo przecież jak tak można, skoro nie ma warunków. Mamy mnóstwo dobrych zawodników, którzy chcą i potrafią jeździć, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności PZS na lodowce zabiera wciąż te same osoby, a niektórym z nich po prostu nie chce się siedzieć w domu i tylko dlatego jeżdżą.
 
Masz specyficzny, niewymuszony styl. Triki w Twoim wykonaniu wyglądają na łatwe, a jednocześnie bardzo efektownie. Jak to robisz?
Sam powiedziałeś, że jest to styl niewymuszony, więc to jest odpowiedź. Jak wcześniej powiedziałem, robię to dla przyjemności. Nie traktuję trików siłowo, czy szablonowo. To nie polega na tym, że wyskakuję, przybieram książkową pozę i ląduję jak się uda. To nie o to chodzi, żeby kogoś kopiować. To nawet nie są triki. Trik, znaczy sztuczka, a dla mnie nie są to sztuczki, tylko właśnie snowboarding w moim niepowtarzalnym stylu i wykonaniu. Mój, bo to ja jadę i skaczę i nikt nie zrobi tego, tak jak ja. I to jest rada dla wszystkich: nie kopiujcie, znajdźcie własny styl!
 
 Zauważyłem, że bardziej lubisz proste, ale za to stylowe loty, od technicznych trików...
Skoro przed chwilą stwierdziłeś, że triki w moim wykonaniu wyglądają na łatwe, to skąd wiesz, które są proste, a które techniczne? Jeżeli 900 indy na switch jest proste, to tak, lubię proste stylowe loty.
 
Jeśli ktoś kiedyś mówił o „bielskim fristajlu", mając na myśli dzikie akcje, delikatnie mówiąc :), to było to chyba również Twoją zasługą. Z kim najczęściej dawałeś ostro ognia? 
Z Sebastianem H., Grzesiem P. i Wojtkiem P.
 
Kiedyś byłeś najbardziej wszechstronnym zawodnikiem: wygrywałeś giganta na miękkim zestawie i byłeś najlepszy na skoczni. Jaki rodzaj jazdy obecnie najbardziej Cię kręci?
Giganta wygrałem kiedyś na twardym zestawie, na desce 193 cm od mojego brata Łukasza. Na miękkim zestawie to on wygrał slalom na zawodach Pucharu Polski (bo wtedy slalomowe deski gdzieś zgubił). Ja po prostu lubię jeździć. Każdego dnia mam ochotę jeździć inaczej, ale to jest zwyczajna potrzeba chwili. 
 
Kto ma na Ciebie największy wpływ?
Największy wpływ na mnie mam... ja sam. To ja mówię sobie, co mam robić i kiedy. Wiadomo, że czerpię życiowe mądrości od innych osób, ale nie chcę, żeby ktokolwiek na mnie wpływał, bo to jest moje życie i ja sam chcę je przeżyć na własny sposób. Ludzie mówią: nie rób tego czy tamtego, bo ja tak zrobiłem i źle na tym wyszedłem. Ale skąd oni mogą wiedzieć, jak ja na tym wyjdę? Inna osoba, inne czasy. Dajcie mi spróbować. To, że wam się nie udało, nie znaczy, że mi się nie uda.
 
Ubiegając pytanie w stylu „twoja najlepsza miejscówka" już wiem, że pewnie będzie to Szczyrk?
Każde miejsce jest fajne, byle by było słońce i śnieg.
 
Mam wrażenie, że do jazdy na dece motywuje Cię wyłącznie czysta zabawa. Żadne ciśnienie sponsorów, zadęcie na wynik, sportowy nerw...
No, nareszcie to zrozumiałeś!
 
Czy uczysz się jakichś nowych trików, czy raczej bazujesz na rutynie? 
Jak już mówiłem, ja nie trenuję i się nie uczę. Mi to po prostu wychodzi. Jak coś chcę zrobić, to robię. Tak już mam.
 
Przypomnij nam największe snowboardowe osiągnięcia?
Raz byłem piąty w finale Pucharu Świata w pajpie. Mile to wspominam, bo było to w Livignio we Włoszech, a tam jest strefa wolnocłowa i wszystko było supertanie: kosmetyki, elektronika i takie tam różne inne napoje.
 
Czy wynik ten wpłynął jakoś na Twoje życie?
Oczywiście. Od tego czasu jeździłem tylko windami, bo schody są dla przeciętniaków. A na stok jechałem taksówką. Właściwie trzema: w jednej ja, w drugiej deska, a trzeci taksówka jechała, jakby któraś z tych dwóch pierwszych się zepsuła.
 
Plany na przyszłość? 
Żyć tak, żeby w przyszłości nie żałować ani jednego dnia z przeszłości.
 
Trzy najważniejsze w życiu sprawy.
Łóżko, kibel i papier toaletowy. Każdy tego potrzebuje.
 
 
Źródło: snowBoard MDS 2005